Triathlon Karkonoski - "Karkonoszman" - Górska 1/2 - Support

Udostępnij ten post

Jak połączyć przyjemne z pożytecznym. Otóż należy trening połączyć ze startem. Dlatego też postanowiłem wystartować jako support na połówce górskiej Karkonoszmen jako asysta Jaśka. Całe zawody miały być na pierwowzór najcięższych i najbardziej hardcorowych zawodów triathlonowych Norsman.

Żeby się nie rozwodzić na ich temat napiszę tylko, że cała masa komentarzy oraz opinii przeprowadzonych zawodów jest na xtri więc nie będę szczegółowo rozdrabniał przebiegu całego wyścigu.

A więc. W dniu startu udaliśmy się na Zamek Czocha gdzie zaplanowany był start. Oczywiście Jasiek skoncentrowany/osrany bo jakby nie skoro cza pływać z zimnej wodzie i dymać potem po górkach. Nerwówka, gdzie taśma, gdzie taśma, jest ufff. Start poszli.....i zostali. Coś długo płynęli ale jak się później okazało trasa nieco się "wydłużyła". Janek płynął jakieś 42 minuty i wyszedł na 17 miejscu co nie wskazywało nic złego. Krótka telepafka z zimna i w drogę na rowerku jedyne 90 kilometrów. Tu moja rola ograniczała się do darcia mordy na trasie i jechania autem za moim zawodnikiem. Słabe oznakowania trasy czasem nie zmuszały do nawrotu i wjazdu na prawidłową ale to historia. 90 km to było katowanie auta na nierównościach serpentyn aż się hamulce zaczęły kopcić. Ale w końcu strefa T2 i czas 3:32 rowerowania. Czekam, czekam, czekam, i jest upaprany ale jest. Po nieszybkim przebraniu się ruszyliśmy na trasę biegową na śnieżkę na dystansie 21km. No i się zaczęło. Janek z infekcją nie wyglądał na zadowolonego i pełnego energii.  Na początku było nawet nieźle ale od 7-8 km było źle. Wyziębiony, schorowany i bez energii był ciągle wkur...ny przeze mnie nadmiernym odżywianiem, lub jego próbą. Co km " żelik, żelik, żelik". Nic nawet to nie pomogło. Mordował się biedaczysko całą trasę ale dał radę. I wbiegliśmy/weszliśmy na Śnieżkę gdzie stał gościu wśród turystów i wyłapywał wbiegających zawodników i wręczał drewniane kółeczka (I medale). Czas 7:15 ale czas pokonany samodzielnie. Cóż nie każdy potrafił sam pokonać trasę, niektórym potrzebne było holowanie ale to ich wewnętrzny problem - to tak jak z draftingiem. Cóż ważne że mogłem towarzyszyć Jaśkowi w ciężkich zawodach.

Dziękuję.
Jak połączyć przyjemne z pożytecznym. Otóż należy trening połączyć ze startem. Dlatego też postanowiłem wystartować jako support na połówce górskiej Karkonoszmen jako asysta Jaśka. Całe zawody miały być na pierwowzór najcięższych i najbardziej hardcorowych zawodów triathlonowych Norsman.

Żeby się nie rozwodzić na ich temat napiszę tylko, że cała masa komentarzy oraz opinii przeprowadzonych zawodów jest na xtri więc nie będę szczegółowo rozdrabniał przebiegu całego wyścigu.

A więc. W dniu startu udaliśmy się na Zamek Czocha gdzie zaplanowany był start. Oczywiście Jasiek skoncentrowany/osrany bo jakby nie skoro cza pływać z zimnej wodzie i dymać potem po górkach. Nerwówka, gdzie taśma, gdzie taśma, jest ufff. Start poszli.....i zostali. Coś długo płynęli ale jak się później okazało trasa nieco się "wydłużyła". Janek płynął jakieś 42 minuty i wyszedł na 17 miejscu co nie wskazywało nic złego. Krótka telepafka z zimna i w drogę na rowerku jedyne 90 kilometrów. Tu moja rola ograniczała się do darcia mordy na trasie i jechania autem za moim zawodnikiem. Słabe oznakowania trasy czasem nie zmuszały do nawrotu i wjazdu na prawidłową ale to historia. 90 km to było katowanie auta na nierównościach serpentyn aż się hamulce zaczęły kopcić. Ale w końcu strefa T2 i czas 3:32 rowerowania. Czekam, czekam, czekam, i jest upaprany ale jest. Po nieszybkim przebraniu się ruszyliśmy na trasę biegową na śnieżkę na dystansie 21km. No i się zaczęło. Janek z infekcją nie wyglądał na zadowolonego i pełnego energii.  Na początku było nawet nieźle ale od 7-8 km było źle. Wyziębiony, schorowany i bez energii był ciągle wkur...ny przeze mnie nadmiernym odżywianiem, lub jego próbą. Co km " żelik, żelik, żelik". Nic nawet to nie pomogło. Mordował się biedaczysko całą trasę ale dał radę. I wbiegliśmy/weszliśmy na Śnieżkę gdzie stał gościu wśród turystów i wyłapywał wbiegających zawodników i wręczał drewniane kółeczka (I medale). Czas 7:15 ale czas pokonany samodzielnie. Cóż nie każdy potrafił sam pokonać trasę, niektórym potrzebne było holowanie ale to ich wewnętrzny problem - to tak jak z draftingiem. Cóż ważne że mogłem towarzyszyć Jaśkowi w ciężkich zawodach.

Dziękuję.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz